Czy spotkanie na kawie to zdrada małżeńska

Pozory zdrady są dla sądu w sprawie o rozwód równoznaczne z samą zdradą.

Niekiedy sposób interpretacji przez sądy przepisów prawa przypomina brakujące rozdziały „Paragrafu 22” albo „Roku 1984”.

 

Można sobie wyobrazić sytuację, w której funkcjonariusz policji po służbie idzie do teatru i ogląda przedstawienie. W scenariuszu sztuki przewidziano wiele scen, w których główny bohater popełnia przestępstwo.  Widzowie pod koniec sztuki są zbulwersowani przebiegiem akcji. Tak dobra jest gra aktorska. Funkcjonariusz pod wrażeniem tej gry zaczyna działać. Naprawdę zatrzymuje aktora – „sprawcę”. Prokuratur naprawdę wnosi akt oskarżenia przeciwko aktorowi do sądu. Sąd naprawdę skazuje aktora za to tylko, że stworzył pozory przestępstwa i wywołał u widzów uczucia zbliżone do tych, które pojawić mogą się u świadków prawdziwego przestępstwa. Aktor naprawdę idzie do więzienia. Tworzenie pozorów pewnej sytuacji zostało zrównane z tworzeniem samej sytuacji.

 

Czy może się to zdarzyć się w sprawie rozwodowej?

 

Tak.

 

Jacek i Barbara byli małżeństwem od dwudziestu lat. Jacek od dwóch lat zachowywał się w stosunku do żony oschle, nie okazywał jej uczuć, nie chciał z nią wspólnie spędzać czasu, nie interesował się jej sprawami. Pytany o powód takiego zachowania kilkakrotnie mówił, że Barbara przytyła i nie jest tak atrakcyjna jak kiedyś. Barbara, przygnębiona takim życiem postanowiła przenieść się ze wspólnego domu do swojego mieszkania. Powiedziała o tym Jackowi, który nie protestował a nawet przyjął jej pomysł z aprobatą. Z jedną walizką w ręku i smyczą z psem w drugiej opuściła dom. W czasie czterech kolejnych lat małżonkowie prowadzili osobne domy, nie sypiali ze sobą i poza powierzchowną uprzejmością nie widać było żadnych przejawów uczuć zarówno ze strony męża jak i żony względem siebie nawzajem. Niektóre święta spędzali z przyzwyczajenia wspólnie ale nie trwało to zwykle dłużej niż dwie godziny. W czasie tych spotkań panowała atmosfera chłodnej uprzejmości. Kilkakrotnie Barbara zawiozła Jacka do szpitala na jego prośbę. Poza tym żyli osobno. Szwy ich związku rozeszły całkowicie. Barbara nie interesowała się tym co robi Jacek. Po czterech latach w nowym miejscu pracy Barbara poznała kolegę, również Jacka. Nie wzbudzał w niej żadnych uczuć poza czymś w rodzaju politowania i sympatii. Z całą pewnością nie budził w niej pożądania. Kilkakrotnie umówiła się z nim na kawę dlatego, że akurat w tych dniach nie miała się komu wygadać. Kolega z pracy pełnił funkcję żywej kukły, która umie okazać zainteresowanie i do której można mówić. Pozwalało to Barbarze uwolnić się od ciężaru i natłoku myśli. Poza cieniem wdzięczności nie czuła niczego do rozmówcy. O tych kilku spotkaniach dowiedział się mąż Barbary. Złożył pozew o rozwód – po prawie pięciu latach od wyprowadzki Barbary. Domagał się orzeczenia rozwodu z jej winy z powodu zdrady małżeńskiej, której jego zdaniem się dopuściła.

 

Sąd stwierdził, że mąż ma rację. Barbara dopuściła się wobec niego zdrady. Pozory zdrady i to najlżejsze są bowiem tym samym co zdrada rzeczywista. Małżonek powinien zachowywać się odpowiedzialnie i nie brać udziału w sytuacjach, które przez osobę postronną mogą być zinterpretowane jako przejaw zdrady. Nawet jeżeli miały miejsce jednorazowo a tym bardziej kilkakrotnie. Nie miało znaczenia to, że Barbara opuściła wspólny dom i małżonków poza kartką papieru – aktem małżeństwa – w zasadzie nic nie łączyło. Znaczenie miały pozory i to, że ich tworzenie jest niewłaściwe w formalnie trwającym małżeństwie. Sąd uznał, że małżonkowie stworzyli model małżeństwa, w którym nie zamieszkiwali ze sobą i nie sypiali ze sobą ale fakt, że wspólnie spędzali święta jak i to, że Barbara kilka razy zawiozła Jacka do szpitala świadczyły o tym, że więź duchowa między nimi nie wygasła. Orzeczono rozwód z wyłącznej winy Barbary. Ponieważ jej mąż znajdował się w gorszej od niej sytuacji finansowej Barbara musiała płacić na jego rzecz alimenty. Do końca życia.

 

Dlaczego sąd wydał taki wyrok?

 

Między innymi dlatego, że  16 września 1999 r. Sąd Najwyższy stworzył wskazówkę dla innych sądów, która brzmi „Dochowanie wierności, która stosownie do art. 23 k.r.o. jest jednym z obowiązków każdego z małżonków, nie polega jedynie na utrzymywaniu stosunków płciowych przez małżonków tylko ze sobą i powstrzymywaniu się od kontaktów seksualnych z innymi osobami. Naruszeniem obowiązku wierności jest także takie zachowanie się małżonka, które sprawia pozory naruszenia tego obowiązku.”(wyrok Sądu Najwyższego z dnia 16 września 1999 roku, sygn. II CKN 486/98).

 

Prawo pozostawia zatem sędziemu w konkretnej sprawie sporą swobodę co do tego czym  są pozory zdrady a czym nie są. Wpływ będą miały na to doświadczenie zawodowe sędziego, jego własne doświadczenia w życiu osobistym, jego osobowość, dojrzałość emocjonalna a także rzeczywista sympatia lub antypatia do strony w postępowaniu w sprawie o rozwód.

 

Nigdy nie wiadomo co wydarzy się w małżeństwie. Nie wiadomo czy i kto komu się znudzi. Nie wiadomo czy ktoś niezadowolony ze wspólnego życia nie będzie knuł intrygi aby pozbyć się męża lub żony. Dlatego unikać należy sytuacji, które mogłyby zostać w niesprzyjających okolicznościach uznane za pozory zdrady.